Chociaż sądy często wydają wyroki w zawieszeniu w przypadku takich zdarzeń, to śmiertelne potrącenie rowerzysty nie jest traktowane lekko. Sąd może ustanowić karę pozbawienia wolności na poziomie 8 lat lub więcej. W razie wypadku śmiertelnego prokuratura zawsze bierze pod uwagę również inne okoliczności zdarzenia.
Policjantom udało się ustalić, kto odpowiada za spowodowanie śmiertelnego wypadku, do którego doszło w 2001 roku. Okazało się, że sprawca od wielu lat przebywa już w więzieniu. Policjanci ustalili sprawcę śmiertelnego wypadku po 21 latach - Motoryzacja w INTERIA.PL
Sąd Okręgowy w Olsztynie w czwartek rozpozna zażalenie obrońcy pirata drogowego, który po nieprawomocnym wyroku trafił za kratki. Sąd uznał, że skazany za spowodowanie wypadku, w którym zginęły dwie osoby Zbigniew G. może unikać kary, dlatego zdecydował, że na prawomocny wyrok ma on czekać w areszcie. Biuro prasowe Sądu Okręgowego w Olsztynie poinformowało w poniedziałek
Najwyższa kara grozi kierowcom za spowodowanie wypadku po spożyciu alkoholu. Za spowodowanie wypadku bez ofiar śmiertelnych grozi sprawcy kara pozbawienia wolności do 4,5 roku, kara finansowa w wysokości od 10 tys. do 60 tys. złotych, zakaz prowadzenia pojazdów od 3 do 15 lat. Jeżeli wypadek wiązał się ze spowodowaniem śmierci lub
Przepisy zazwyczaj zezwalają na surowsze kary za nieumyślne spowodowanie śmierci w przypadku kierowców pijanych lub pod wpływem narkotyków, w przeciwieństwie do wyroków opartych na wykroczeniach drogowych, które nie były prowadzone pod wpływem alkoholu. Na przykład w Gruzji kierowca, który spowodował śmierć pod wpływem alkoholu
Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd. Małgorzata Oberlan Ile osób trzeba zabić? - pytał adwokat Marek Przybysz toruński sąd, domagając się surowszej kary dla taksówkarza, który na pasach zabił parę seniorów. Maksymalna kara to 8 lat więzienia, orzekana rzadko. Ile osób trzeba zabić? - pytał adwokat Marek Przybysz toruński sąd, domagając się surowszej kary dla taksówkarza, który na pasach zabił parę seniorów. Maksymalna kara to 8 lat więzienia, orzekana rzadko. Tylko w ubiegłym roku w wypadkach zginęło w Polsce 285 pieszych. Gdy dochodzi do tragedii podwójnych lub potrójnych (ginie naraz kilka osób), opinia publiczna śledzi praktycznie każdą odsłonę sądowego procesu. I nigdy nie jest usatysfakcjonowana wyrokiem. Kodeks karny za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym przewiduje karę od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Wyroki z karą „w górnym wymiarze” są rzadkością. Dlaczego? Czym kierują się sądy? Kobyłka: 3 ofiary, 4 lata 25 lutego 2019 roku, Sąd Rejonowy w Wołominie wydaje wyrok dla młodego kierowcy Grzegorza W. - Za psa jest więcej niż za człowieka. Ale takie mamy prawo - rzuca pod adresem sędziego krewny jednej z ofiar, słysząc orzeczenie. - Może pan zmienić prawo - odpowiada zrozpaczonemu mężczyźnie sędzia Robert Żak. 22-letni Grzegorz W. tego dnia słyszy, że uznany zostaje winnym spowodowania w Kobyłce śmiertelnego w skutkach wypadku i skazany na 4 lata bezwzględnego więzienia. Do tego sąd orzeka 4-letni zakaz kierowania pojazdami. Po reakcji na sali sądowej i poza nią widać, że będzie apelacja przynajmniej ze strony oskarżycieli. Sumienie młodego kierowcy do końca życia obciążać już będzie tragedia, do której doprowadził w nocy z 24 na 25 grudnia 2017 roku w Kobyłce pod Warszawą. Wjechał rozpędzony na pasy i zabił trzy kobiety. Jak zeznała jadąca z nim o rok młodsza Zuzanna, jechał z prędkością około 100 km/h i był zamyślony. Ofiarami kierowcy padły trzy sąsiadki z Turowa wracające z kościoła do domu po pasterce. Jadwiga miała 70 lat, Violetta 43, a Angelika 16. Nie miały najmniejszych szans w starciu z rozpędzonym, ciężkim autem. „Grzesiek zaczął hamować dopiero przed pasami, na których doszło do potrącenia. Krzyknęłam: O Boże! Ludzie!” - zeznała w sądzie Zuzanna. Jej słowa Grześkowi specjalnie nie pomogą, bo poświadczą tylko brak ostrożności. 22-letni kierowca tamtej grudniowej nocy był trzeźwy. Owszem, w jego krwi znaleziono ślady marihuany, ale mogły być dawne. Wymierzając karę kierowcy, sędzia wziął pod uwagę to, że ten przyznał się do winy, nie uciekł z miejsca wypadku, wyraził skruchę i przeprosił rodziny ofiar. Na jego korzyść przemawiało to, że dotąd nie był karany. Toruń: 2 ofiary, 2,5 roku 16 maja 2019 roku, Sąd Okręgowy w Toruniu rozstrzyga apelację w sprawie taksówkarza, który na pasach zabił dwie osoby. Atmosfera pełna napięcia. W pierwszej instancji Mariuszowi G. wymierzono karę tylko 2,5 roku więzienia. - Ile osób trzeba zabić, żeby sąd wymierzył wyrok w górnych granicach kary? - pyta sąd adwokat Marek Przybysz, pełnomocnik krewnych ofiar. Kara zostaje jednak zaostrzona do 4 lat pozbawienia wolności. - Zabicie dwóch osób na pasach i reakcja wymiaru sprawiedliwości w postaci kary 2 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności, czyli takiej, jaką dostaje ktoś włamujący się do sklepu, to reakcja niewspółmierna - stwierdza sędzia Rafał Sadowski, ogłaszając pełnomocne orzeczenie. W internetowych komentarzach i tak jednak wrze. „Za mało”, „4 lata za dwa życia?!”, „Takie mamy wolne sądy” - komentują ludzie. Do tragedii doszło w Nowy Rok 2018, około godz. przy Szosie Lubickiej. Pani Janina i pan Jerzy (para 68-latków) wracali z sylwestra u znajomych. Spokojnie przemierzali pasy, gdy uderzył w nich rozpędzony mercedes. Zginęli na miejscu. Jak ustalił sąd, Mariusz G. miał na liczniku przynajmniej 119 km/h. W tym miejscu obowiązywało ograniczenie do 70 km/h. Dlaczego sprawca nie zauważył pieszych na oświetlonym przejściu, do dziś nie wiadomo. Według sądu I instancji, oni też przyczynili się do wypadku, bo mogli baczniej obserwować drogę. Za spowodowanie tragicznego wypadku na pasach, w którym zginęły dwie osoby, taksówkarz Mariusz G. skazany został przez Sąd Rejonowy w Toruniu na 2,5 roku więzienia i trzyletni zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi. Sąd polecił mu też zapłacić po 4 tys. zł częściowego zadośćuczynienia każdej z pięciu osób pokrzywdzonych (krewnym ofiar). Ten pierwszy wyrok do żywego oburzył wiele osób, również zupełnie obcych ofiarom. Drugi tylko złagodził poruszenie. Taksówkarz Mariusz G. nigdy nie był wcześniej karany. Nie miał nawet punktów karnych. Mikołów: 2 ofiary, 2 lata 4 kwietnia 2019 roku, Sąd Okręgowy w Katowicach rozstrzyga apelację w sprawie kierowcy Arkadiusza O., który w Mikołowie zabił na pasach dwie dziewczynki. Podnosi kierowcy karę do 2 lat więzienia. W mikołowskim sądzie rejonowym mężczyznę skazano na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata. I było wzburzenie... - Siła uderzenia musiała być potworna - podkreśla Dariusz Kawalec, pełnomocnik rodziców poszkodowanych. Wcześniej w sądzie powie, że nie wierzy, by kierowca jechał poniżej stu kilometrów. Ofiarami wypadku w Mikołowie były dwie dziewczynki: 14-letnia Lena i 13-letnia Wiktoria. Do tragedii doszło 20 listopada 2017 roku około godz. 20-letni Michał ze wspomnianą Wiktoria odprowadzali do domu 14-letnią koleżankę. Ta prowadziła psa na smyczy. Padał śnieg, było ślisko, już ciemno. Trójka pieszych miała do pokonania ruchliwą, dwupasmową drogę krajową nr 44. Przejścia są tutaj bez sygnalizacji świetlnej. Obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km/h. Tą drogą wracał do domu w Tychach kierowca Arkadiusz A. Jechał razem z sześcioletnią córeczką. Ona z wypadku zapamiętała głównie wielki huk i psa Leny, który wbił się ciałem w szybę w drzwiach auta... Jak ustalili biegli, Arakadiusz O. jechał z prędkością pomiędzy 67 a 85 km/h. Sąd, wątpliwości rozstrzygając na korzyść oskarżonego, przyjął dolną granicę. Do końca nie godził się z taką wersją pełnomocnik rodzin ofiar. Michał, Lena i Wiktoria nie wtargnęli na jezdnię. Byli już w połowie przejścia dla pieszych, gdy uderzył w nich samochód. Michał, idący tuż przed dziewczynkami, uratował się właśnie z tego powodu. Odrzuciło go na wysepkę. Trafił do szpitala w ciężkim stanie, ale przeżył. 14-letnia Lena po uderzeniu upadła na prawy pas jezdni. Mimo wysiłków ratowników, zmarła po godzinie reanimacji. 13-letnia Wiktoria dosłownie przeleciała na sąsiednią jezdnię, łamiąc znak drogowy. Zmarła na miejscu. Sąd Okręgowy w Katowicach, zaostrzając karę dla kierowcy, podkreślił, że ten doskonale wiedział, iż zbliża się do przejścia dla pieszych - sam zeznał, że trasę tę pokonywał regularnie. Winien był zatem zachować szczególną ostrożność i zwolnić przed pasami. To on powinien bardziej uważać, a nie piesi, którzy przemierzali je prawidłowo. Za okoliczności łagodzące sąd uznał to, że kierowca po wypadku próbował reanimować jedną z ofiar i w procesie wyraził skruchę. Znów Toruń: 2 ofiary, 6 lat 5 czerwca 2019 roku, Sąd Rejonowy w Toruniu ogłasza wyrok na Filipa K. To młody kierowca bmw, który zabił na pasach dwie kobiety: matkę i córkę. - Permanentnie stwarzał zagrożenie dla innych. Stale i umyślnie łamał przepisy. Niczego go to nie nauczyło. Nie skłoniło do żadnej refleksji. W efekcie doprowadziło to do wypadku 29 grudnia 2018 roku, w którym zginęły dwie niewinne osoby - mówi sędzia Krzysztof Dąbkiewicz. I wymierza kierowcy karę 6 lat więzienia, 12-letni zakaz kierowania pojazdami oraz po 20 tys. częściowego zadośćuczynienia dla każdego z trzech oskarżycieli posiłkowych (dwa razy więcej niż żądała prokuratura). - Ile?! Sześć lat za dwie osoby? Co się w tym kraju wyprawia - oburzają się przypadkowi ludzie na sądowym korytarzu wypytujący dziennikarzy o wyrok. Tłumaczenie, że maksymalnie kierowcy groziło 8 lat więzienia, nikogo nie uspokaja. Sprawca tragedii na pasach przed centrum handlowym „Kometa” w Toruniu to pirat drogowy. Sędzia, uzasadniając wyrok, podkreśla, że kierowca ten przed tragedią aż 40-krotnie łamał przepisy ruchu drogowego i był za to karany. Jeździł za szybko, miał w nosie światła i znaki drogowe, siadał za kierownicę, mając już odebrane prawo jazdy. Tamtego grudniowego popołudnia wracał z dziewczyną Agnieszką z niedalekiej Chełmży do Torunia. Na pasy po prostu wjechał jak szalony. Sędzia nie uwierzył mu w twierdzenie, że hamował i w ostatniej chwili próbował wyminąć piesze. Na liczniku miał przynajmniej 85 km/h. Bez powodu jechał lewą stroną drogi. Jego ofiarami padły Małgorzata (52 lata) i jej córka Ewa (18 lat). Mimo ogłoszenia kary „w górnych wymiarach”, w sieci od razu zawrzało. „Za mało!”, „Prawo do zmiany”...
Osoby które twierdzą, że: "w naszym kraju osoby bogate mogą popełniać przestępstwa i nie dosięgnie ich sprawiedliwość" właśnie dostały kolejny argument na poparcie swoich tez! Sąd Rejonowy w Bielsku Białej wydał wyrok skazujący kontrowersyjnego, nowotarskiego biznesmena Tomasza Ż. Mężczyzna był oskarżony o łamanie prawa budowlanego i nienależyte zabezpieczenie swojej nieruchomości, na której w 2019 roku doszło do śmiertelnego wypadku. Wyrok co prawda otrzymał, ale zdaniem komentatorów jest on niezwykle łagodny. 15 września 2019 roku na terenie byłego szpitala "Stalownik" w Bielsku Białej dochodzi do tragedii. Z ostatniego pietra będącego w stanie ruiny wieżowa spada 18 letnia dziewczyna. Ginie na miejscu a jej ciało kilka godzin później znajdują przypadkowi przechodnie. To już kolejny w ostatnich latach wypadek w tym miejscu ale pierwszy tak tragiczny. "Stalownik" nieczynny od lat 90. jest ruiną która należy do kontrowersyjnego nowotarskiego biznesmena Tomasza Ż. Ten nie ma pomysłu na budynek. Częściowo go rozbiera - bez pozwoleń - a później prace te porzuca. Nadzór budowlany wielokrotnie wzywa go do zabezpieczenia obiektu. Na próżno. Na teren ruiny dalej może wejść każdy. PINB toczy boje o odpowiednie zabezpieczenie obiektu. Sprawa dwa razy trafiła do sądu. Raz zapadł wyrok skazujący i Tomasz Ż. został ukarany grzywną i wyrokiem więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Za drugim razem został uniewinniony od stawianych mu zarzutów. Po śmiertelnym wypadku z września 2019 roku prokuratura rozpoczęła kolejne śledztwo i oskarżyła Tomasza Ż. o doprowadzenie budynku do stanu zagrażającego ludzkiemu życiu a także nieodpowiednie jego zabezpieczenie. Zakopane. Nielegalna rozbiórka pensjonatu Panorama to kolejn... Wyrok w tej ostatniej sprawie zapadł przed kilkoma tygodniami. Zdziwił by się jednak ten kto myśli, że nowotarski biznesmen stając trzeci raz przed sądem, w sprawie tego samego budynku, usłyszał wreszcie wyrok surowy. - To postępowanie skończył się w trybie dobrowolnego poddania się karze, za zgodą prokuratora, przez wymierzenie grzywny . Wyrok jest prawomocny - informuje sędzia Jarosław Sablik, rzecznik bielskiego sądownictwa. Dopytywany o jaką kwotę chodzi sędzia dodaje, że wysokość grzywny ustalono na "150 stawek dziennych przy przyjęciu, iż wysokość jednej stawki wynosi 50 zł". Nietrudno policzyć, że obracającymi milionami Tomasz Ż. musi więc zapłacić 7,5 tysiąca złotych! To wszystko w warunkach skrajnej recydywy. Tomasz Ż. ma już bowiem wyroki za łamanie prawa budowlanego. W 2011 roku za spowodowanie pożaru w swoim nowotarskim supermarkecie również otrzymał grzywnę w wysokości... 5 tys. zł. Kilka lat temu w nielegalnie rozbudowanym przez niego budynku dochodzi do tragedii po której długi czas o życie walczy 2 letni chłopiec. Obecnie natomiast przeciwko Ż. toczą się postępowania w prokuraturach w: Zakopanem, Nowym Targu i Krakowie. Znany biznesmen usłyszał 4 zarzuty łamania prawa budowlanego. Każdy w innym mieście!- Nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem obecnego rządu, ale słysząc o takich wyrokach trzymam kciuki za działania ministra Ziobry - mówi Dawid Kowalski, mieszkaniec Nowego Targu. - Kto to słyszał by za wielokrotnie łamanie prawa dawać milionerowi grzywnę w tak śmiesznie niskiej wysokości? Przecież on się z tego śmieje a taka kara nigdy nie skłoni go do refleksji. Przecież gdyby lepiej zabezpieczył ten bielski obiekt - tak jak go proszono - to ta dziewczyna mogłaby żyć - dodaje. Nowy Targ. Galeria Podhalańska przeszkodzi w wybudowaniu peł... Nieistniejące tatrzańskie schroniska. Wiedzieliście, że kiedyś takie istniały? Koronawirus w Polsce [DANE, MAPY, WYKRESY]Parking pod Babia Górą w prokuraturze. Powstał nielegalnieDrożyzna nad morzem? Na Podhalu obiad zjesz za 15 złPrzyrodnicy uratowali przed utonięciem 500 susłówUrokliwe miejsca w Tatrach, gdzie nie będzie dzikich tłumówPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Sąd Okręgowy w Gdańsku prawomocnie skazał na 12 lat więzienia Artura W. ps. "Wolv". To wyrok prawomocny. Od wcześniejszego wyroku niższej instancji odwoływała się zarówno obrona, jak i prokuratura. 45-latek - skazywany wcześniej za różne inne przestępstwa - podczas przerwy w odbywaniu kary pod wpływem kokainy spowodował wypadek we Wrzeszczu, w którym zginęła zdarzenia doszło w kwietniu 2015 r. na ul. Grunwaldzkiej . Artur W. jechał lewym pasem w kierunku Sopotu. Jak ustalili biegli, poruszał się z nadmierną prędkością, nie mniejszą niż 80 km/h. W pewnym momencie stracił panowanie nad Przejechał gwałtownie z lewego pasa przez pas środkowy, a następnie uderzył prawym bokiem w jadący w sposób prawidłowy prawym pasem samochód marki Citroen. W wyniku uderzenia citroen został zepchnięty z jezdni w prawo. Siła uderzenia był tak duża, że przełamując słupki odgradzające ulicę od drogi rowerowej, samochód ten wjechał na nią, potrącając poruszających się nią rowerzystów - relacjonowała w rozmowie z naszym portalem wyniki śledztwa Grażyna Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w rowerzystka zmarła, druga ciężko rannaW wyniku odniesionych obrażeń jedna z rowerzystek zmarła, druga zaś została ciężko ranna - jej stan przez pewien czas realnie zagrażał się okazało, "Wolv" spowodował wypadek w trakcie przerwy w aresztowaniu wynikającej rzekomo ze złego stanu jego zdrowia. "Wątłe zdrowie" nie przeszkadzało mu jednak brać narkotyków - biegli stwierdzili, że prowadził pod wpływem podwyższa składową kary, ale wyrok pozostaje bez zmian W lipcu ubiegłego roku "Wolv" został skazany przez sąd pierwszej instancji na karę 12 lat pozbawienia wolności. Składowymi kary było 10 lat więzienia za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz 2 lata więzienia za jazdę samochodem po narkotykach. Od wyroku odwołali się zarówno obrońcy Artura W., jak i prokuratura. W środę Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał ostateczny, prawomocny wyrok w tej sprawie. Jak informuje sędzia Tomasz Adamski, rzecznik prasowy sądu, kara łączna nie zmieniła się, to nadal 12 lat więzienia, niemniej sąd wziął pod uwagę argumenty prokuratury i podwyższył w orzeczeniu wyrok za spowodowanie śmiertelnego wypadku z 10 do 12 lat więzienia (to najwyższa możliwa kara w tym przypadku). Bogata kartoteka "Wolva" Artur W. to postać doskonale znana przedstawicielom policji, prokuratury i sądu. Pierwszy raz trafił do więzienia w 1995 r. Po ponad roku wyszedł na wolność, tylko po to jednak, aby w 1999 r. znów zostać prawomocnie skazany, tym razem na osiem lat. Odsiadkę skończył w 2007 r. Bardzo szybko wrócił do dawnych przyzwyczajeń i rok po wyjściu z więzienia został złapany na popełnieniu kolejnego poważnego przestępstwa: wymuszenia Prokuratury Apelacyjnej z Gdańska, a później także według sądu pierwszej i drugiej instancji, Artur W. popełnić miał je ze swoim znajomym - Krzysztofem P. Obaj działali niczym przestępcy z filmu "Dług" - wpędzili swoją ofiarę w spiralę wyimaginowanych długów, zastraszali ją i wymuszali od niej kolejne pieniądze i przedmioty. Ostatecznie sąd prawomocnie skazał go za to przestępstwo na 10 lat więzienia.
Spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu to bardzo duże przewinienie ze strony kierowcy. Przed wejściem do samochodu warto zastanowić się kilka razy nad tym, czy aby na pewno jest to dobra decyzja. Nigdy nie należy zasiadać za kierownicą, gdy wcześniej spożywało się alkohol. Dobrym rozwiązaniem jest zbadanie stanu trzeźwości przy pomocy alkomatu. Dzięki temu kierowca ma pewność, że może bezpiecznie ruszać w trasę. Kolizja a wypadek po spożyciu alkoholu – czym to się różni? Za jazdę pod wpływem alkoholu uznaje się wartość mieszczącą się w granicach od 0,2 do 0,5 promila, natomiast każda wyższa wartość oznacza, że dany kierowca był po prostu nietrzeźwy. Będąc po spożyciu alkoholu na drodze można spowodować nie tylko wypadek, ale też kolizję. W przypadku kolizji konsekwencje są dużo niższe, ponieważ może to być zakwalifikowane jako wykroczenie. W niektórych sytuacjach odpowiednie służby potraktują ten czyn jako przestępstwo. Kolizja sama w sobie rozpatrywana jest jako lekkie zdarzenie, w trakcie którego nie doszło do poważnych uszkodzeń samochodów oraz nikt nie został ranny. Jeśli jednak doszło do niej w stanie nietrzeźwości sytuacja się komplikuje. Kierowca będzie odpowiadał za wykroczenie (kolizja) i za przestępstwo (nietrzeźwość za kierownicą). Spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu to jedna z najgorszych rzeczy, która może się przytrafić kierowcy, nawet jeśli doszło do niego nieumyślnie. Zgodnie z panującym obecnie Kodeksem Karnym można za ten czyn trafić do więzienia nawet na 3 lata. Dużo będzie zależało od okoliczności, w których doszło do wypadku. Z całą pewnością zostanie to potraktowane jako przestępstwo. W jeszcze gorszej sytuacji kierowca znajdzie się, gdy zbiegnie z miejsca wypadku lub służby wykryją u niego jakieś środki odurzające. Spowodowanie wypadku śmiertelnego – na co trzeba się przygotować? Zdecydowanie najpoważniejsze sankcje niesie za sobą spowodowanie wypadku śmiertelnego pod wpływem alkoholu. W takim przypadku należy się przygotować na to, że: kara pozbawienia wolności może wynieść od 6 miesięcy do 8 lat, w przypadku zaostrzenia kary (kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości) do więzienia trafi się na okres od 2 do 12 lat. Istnieją również sytuacje, w których kierowcy nie tylko są narażeni na karę pozbawienia wolności, ale też na naprawienie szkody i wypłacenie odszkodowania lub zadośćuczynienia. Wszelkie te sprawy są wnikliwie badane przez sąd. O zadośćuczynienie i odszkodowanie będzie ubiegać się rodzina poszkodowanego, np. w wyniku pogorszenia się dotychczasowej sytuacji życiowej, zwrotu kosztów leczenia lub pogrzebu.
Wyrok zapadł dziś (9 kwietnia) przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Na miejscu byli też bliscy zabitych dziewczynek Marzena Bugała-AzarkoZapadł prawomocny wyrok w sprawie śmiertelnego wypadku w Mikołowie, w którym zginęły 14-letnia Lena i 13-letnia Wiktoria. Kierowca Arkadiusz O. został skazany na 2 lata więzienia. Wyrok zapadł we wtorek (9 kwietnia) przed Sądem Okręgowym w listopada 2017 roku Arkadiusz O. potrącił trzy osoby na DK44 w Mikołowie. Zginęły wówczas dwie dziewczynki - 14-letnia Lena i 13-letnia Wiktoria, a 20-letni mężczyzna został ranny. W grudniu ubiegłego roku kierowca usłyszał wyrok: 1 rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Zobaczcie zdjęcia z wtorkowego procesu:Dodajmy, że sąd orzekł również nawiązki po 100 tysięcy złotych dla każdego z rodziców dziewczynek (którzy uczestniczą w procesie w charakterze oskarżycieli posiłkowych) oraz 50 tysięcy złotych dla poszkodowanego mężczyzny. Koszmarny wypadek w Mikołowie: Dwie nastolatki zginęły na pr... Wypadek w Mikołowie: Zginęły 14-letnia Lena i 13-letnia Wikt... Wszystkie strony postępowania zdecydowały się na apelacje. Obrońca kierowcy, mecenas Witold Guja, chciał dla Arkadiusza O. skrócenia zawieszenia kary do 2 lat, skrócenia zakazu prowadzenia pojazdów do 3 lat oraz zmniejszenia nawiązek do kwoty 50 tys. zł (dla rodziców) i 25 tys. zł dla poszkodowanego mężczyzny. Chciał także, by przyjęto, że zachowanie pieszych przyczyniło się do tragedii. Tragedia w Mikołowie. Nastolatki zginęły na pasach. Obrońca:... Dariusz Kawalec, który jest pełnomocnikiem rodziców jednej z dziewczynek oraz matki drugiej z nieżyjących nastolatek, podkreślał, że kara jest zbyt niska, ale ma zastrzeżenia do całego wyroku. Wskazywał również na to, że kwota zadośćuczynienia dla rodziców dziewczynek jest zbyt niska (powinna wynosić 250 tysięcy złotych dla każdego) i nie wyczerpano wszystkich możliwości dowodowych, by ostatecznie rozstrzygnąć czy Arkadiusz O. rozmawiał w czasie wypadku przez telefon wyroku odwołała się także mikołowska prokuratura. Powód? Zbyt niska kara. Oskarżyciele posiłkowi i prokuratura chcieli dla Arkadiusza O. 3 lat pozbawienia (9 kwietnia) zapadł prawomocny wyrok przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Arkadiusz O. został skazany na 2 lata więzienia. Sąd orzekł również, że sprawca ma zapłacić po 150 tysięcy zadośćuczynienia dla każdego z oskarżycieli posiłkowych (rodziców jednej z dziewczynek oraz mamy drugiej z nich). Podtrzymano zakaz prowadzenia aut. Arkadiusza O. nie było w sądzie. Obecnie przebywa w Sąd Rejonowy w Mikołowie przeprowadził postępowanie dowodowe w dokładny i rzetelny sposób. Powołano biegłego ds. rekonstrukcji wypadków drogowych, a opinia była wyczerpująca i odpowiadała na wszystkie pytania zadane przez sąd. Nie budziła żadnych wątpliwości co do wniosków - podkreślała sędzia Agata Błachowiak - Kaleta z Sądu Okręgowego w podkreślał, że posiadanie przez pieszych elementów odblaskowych miałoby znaczenie, gdyby kierowca wyjaśniałby, że dostrzegł pieszych, ale zbyt późno. Oskarżony stwierdził jednak, że nie widział osób na przejściu. Sędzia Agata Błachowiak - Kaleta dodała, że kara 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata była jednak rażąco niska. - Oskarżony naruszył jedną z podstawowych zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, jaką jest zachowanie bezpiecznej prędkości przy zbliżaniu się do przejścia dla pieszych. Tego dnia warunki były szczególnie złe, a oskarżony jechał drogą, która była mu znana - uzasadniał sąd. Dlaczego orzeczono 2 lata więzienia, a nie 3? Na to miała wpływ wcześniejsza niekaralność oskarżonego oraz to, że próbował reanimować jedną z po wyjściu z sali sądowej, rodzice dziewczynek podkreślali, że kara 2 lat pozbawienia wolności jest za Dwa dni po wyroku w Mikołowie, mężczyzna został skazany na 4,5 roku więzienia za zabicie psa. Jak to ma się do wyroku w naszej sprawie, gdzie zginęły dwie dziewczynki i pies, a młody mężczyzna został ranny? - pytał jeden z Arkadiusza O., mecenas Witold Guja powiedział, że będzie czekał na pisemne uzasadnienie wyroku i rozważy PAŃSTWA UWADZE:Tak pracuje myjnia pociągów Kolei ŚląskichStrajk nauczycieli na ŚląskuPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
wyroki za spowodowanie wypadku śmiertelnego 2019